jacqueline | e-blogi.pl
Blog jacqueline
czarne dziury 2017-04-20

Opowiem ci bajkę, jak kot palił fajkę, a kocica papierosa, upaliła kawał nosa!


Tak mi się przypomniał wierszyk z dzieciństwa. Bo dziś mam ochotę schować się we wspomnienia z dzieciństwa. W ten dobry, słodki czas.


Dorosłość mnie rozczarowała. W dzieciństwie świat był czarno biały. Dobro pokonywało zło. Na końcu tęczy był ukryty garnek ze złotem. Nie rozmawiało się z obcymi. Jeśli się zgubiłeś powinieneś zapytać policjanta o drogę. Dobrze widziało się tylko sercem, najważniejsze było niewidoczne dla oczu. Byłam słodką dziewczynką z miodowymi włosami. Zadowoloną z życia tak, że mogłabym pęknąć z tej uciechy i od cudownego barszczu ukraińskiego gotowanego przez moją babcię.


Siedzę w otwartym bagażniku mojego samochodu. Nogi w martensach wystawiam za burtę. Kopcę papierosa. Jestem piratem na statku. Odebrałam telefon i wyszłam z laboratorium. Na linii ze mną angielska policja. Łapię zasięg. Przygotuj się człowieku, panie władzo, będę jechać.


Dzwoni pan policjant. Pewnie jest rudy i siedzi w biurze. Mówi, że on jest very sorry, ale w związku z moim wypadkiem i moim odwołaniem w sprawie decyzji policji, oni odwołanie jednak zignorują. Mówisz mi teraz koleś, albowiem w tym kraju skraca się dystans i wszyscy jesteśmy sobie na ty, poza królową. Mówisz mi więc koleś, że za skasowanie mojego samochodu, ucieczkę z miejsca wypadku i wielką ściemę do firmy ubezpieczeniowej, angielska policja proponuje karę li i jedynie, kursu doszkalającego kosztującego  180 funtów, trwającego dwa dni. To mi właśnie mówisz, zupełnie serio.  Więc pytam uprzejmie czy jaja sobie ze mnie robisz, żarty żarami, ale za wywalenie fajki przez okno w samochodzie jest większa kara i parę punktów, za używanie telefonu w czasie jazdy płaci się srogi mandat i srogo punktów. I ty mi właśnie mówisz koleś, że lepiej jest w kogoś przyjebać autem na drodze i dać nogę. A on, że jest very sorry i że w ogóle mam całe morze jego sympatii, ale tak właśnie jest. Mówię mu, napisz mi list, bo teraz ja zacznę popełniać małe zbrodnie i mam nadzieję na podobne traktowanie. I tak se gadamy. Z tego mojego wypadku jest jedna korzyść. Otworzyło się okno, wysypały się słowa. Jestem oratoryjnym potworem, w tym, jednak, nie moim ojczystym języku, angielskim. Jestem jak William Szekspir z obcym akcentem.


Jestem rozczarowana, bo mam oto 29 lat, na świecie nie ma sprawiedliwości. A jak się zachciewa sprawiedliwości, to można sobie ręce pobrudzić samemu, a później ręce umyć. Policja angielska, to jest okrutna kpina. I strata czasu. W ogóle ten kraj mi dopiekł ostatnio. Tak sobie roważam emigrację. Jakby ktoś słyszał o uroczym domku w Polsce, w głębi lasu, z kominkiem, to ja chcę. Będę żyć z kłusownictwa i rękodzieła. I będę grać na kontrasie na pogrzebach bezdomnych. O!


Jakkolwiek jestem lwicją telefonicznych rozmów i nie przeżywam po rozmowie co jeszcze mogłabym dodać, bo już wyrzygałam rozmówcy wszysctko za wczasu. To teraz siedzę na kanapie jakoby zwiędły liść. I wracają do mnie wspomnienia z dzieciństwa i pod tymi wspomnieniami się chowam. Za chwilę włączę sobie mój ukochany film z dzieciństwa. Totalna Magia z Sandrą Bullock i Nicole Kidman. I będę się chować w czasach kiedy świat był inny, dobry i bez tych wszystkich szarych plam, zgniłych miejsc i czarnych dziur, w które można wpaść i nigdy z nich nie wyjść.


 


kwiecien 2017-04-12

Moi znajomi występują w telewizji, moi znajomi skandaliści w mainstreamowych mediach. Pozakładali rodziny, porodzili dzieci. I może nawet zasadzili drzewo. I może dom ktoś ma na własność wybudowany, bez kredytu.


A ja co. Siedem długich lat na e-blogach i nikt o mnie nigdzie nie słyszał.Młodość zmarnowałam na związkach ze starszymi facetami, z których jeden nie stronił od amfetaminy a drugi od alkoholu. Siedzę na stołeczku w pracy i wtapiam się w tło. Może już do końca życia będę tak siedzieć jedną ręką miareczkując, a drugą oglądając wiadomości w telefonie o tych znajomych co zaznaczyli swoje istnienie w świecie.


A jak mnie pytają czy chcę iść wcześniej do domu, to ja zawsze chcę iść wcześniej do domu, jakby tego dnia miało coś się zmienić i coś nastać. Jakby koperek miał wykiełkować z nasion, a nie kiełkuje.


Jak mi jest bardzo smutno z tego powodu i mam ochotę na niezdrowy dreszczyk emocji, to uprawiam hazard w internecie. Wpłacam dychę depozytu, a jak szybciutko ją pomnożę dwu lub trzykrotnie, to zabieram kasę i uciekam, zanim zacznę przegrywać.


A na Wielkanoc może skończymy remont domu. Tylko nic nie mówcie mojej mamie, bo wyjdzie, że to całe katolickie wychowanie to psu na budę było. I że będę smażyć się w piekle jak skwarka.


 


wiosna, wiosna, wiosna ach to ty! 2017-03-27

Moje życie wróciło do mnie. Nawet nie wiedziałam, że wegetuję od kilku miesięcy. Że po pracy siadam na kanapie i z kanapą staję się jednością. Że mi nawet nie drgnie powieka, że zwyczajnie nie mam siły. Nie ćwiczę grania na kontrabasie, tylko gram na próbach i na lekcjach. Nie czytam nawet książek. Oglądam telewizje. Teleturnieje w telewizji. Nawet nie wiedziałam, że od kilku miesięcy uchodziło ze mnie powietrze. Że leżałam na kanapie jak przebity balonik, który już na żadne wyżyny się nie wzbije.


Na ubiegłą sobotę zapowiedziano w BBC weather słońce w mojej dzielnicy. Odwołałam za wczasu lekcję kontrabasu, Ian pojechał ścigać się na torze, a ja ubrana w sweter, bluzę i koszulkę wyszłam na ogród. Wyciągnęłam moje szpadle, łopaty, grabie, sekatory, kosiarkę, motykę i haczkę. I zrobiło mi się za ciepło w tym swetrze. Skosiłam trawę. Nic nie pachnie tak jak świeżo koszona trawa... To znaczy podobno fosgen tak pachnie, ale nie mówmy o gazach bojowych kiedy gadamy o wiośnie. Ogarnęłam krzaki malin, które strasznie się rozbrykały i najwyraźniej mają ochotę przejąć w posiadanie pół ogrodu. I przysięgam, już nie tylko liście się na nich zielenią, znalazłam już całe mnóstwo małych pąków kwiatowych. Maliny z własnego ogrodu. W tym roku zrobię wino malinowe! Całe mnóstwo kwiatów już kwitnie. Zioła rosną w oczach. Dziś zerwałam cały pęk natki pietruszki a rozmarynu mam tyle, że jakby ktoś chciał to mogę wysłać!


Wiosna wniknęła we mnie przez odkrytą skórę. Witamina D we mnie zabuzowała. A później padłam ze zmęczenia. I nie ma nic lepszego niż dotyk ciepłej kołdry na skórze po takim dniu. W niedzielę zrobiłam dokładnie to samo, tylko w innych częściach ogrodu.


A dziś po pracy, nie wpadłam w czarną dziurę wszechogarniajacej niemocy. Wcale a wcale nie. Tylko zrobiłam całą masę fajnych rzeczy i do tego pograłam na kontrabasie.


Uwielbiam wiosnę. A do tego, związek chemiczny zawarty w żonkilach jest potencjalnym lekiem na Alzheimera. Tak ostatnio słyszałam. A że to dobra wiadomość to się nią z Wami dzielę! 


ja już nie wierzę w gnijący świat 2017-03-19

Wieje, takie mocne 7 w skali Beauforta. Ale nie pada, więc wychodzę do ogrodu. Wszystko zaczyna rosnąć w szaleńczym tempie. Żeby to ogarnąć brakuje mi czasu. Trzeba jeszcze skończyć malować płot między dwoma częściami ogrodu. Wypiłam już kawę i po 10 rano nucąć sobie pod nosem piosenkę zespołu Raz Dwa Trzy, w Wielkim Mieście, zaczęłam od wyrywania chwastów i wyciągania tych piekielnych kamieni, których w naszym ogrodzie jest pełno.


Ptaki śpiewają, swoje wczesnowiosenne piosenki. Wiatr smaga mi włosy, naciągam kartur na głowę. Przy płocie zatrzymują się nasi sąsiedzi. Wszyscy emerytowani, zagorzali fanatycy podlądania ptaków w rezerwacie przyrody nieopodal. Zatrzymują się i prowadzimy te miłe, niezobowiązujące sąsiedzkie rozmowy. Nie znam nikogo z naszych młodych sąsiadów. Młodzi ludzie ze sobą nie rozmawiają. Później dołącza do mnie Ian i tak oboje już machamy sobie pędzlami w tym płotowym projekcie.


Hiacynty i niebieskie dzwonki pachną niesamowicie. Nic już tak nie pachnie przez całą resztę roku.


A później nie muszę podnosić głowy, żeby słyszeć jak na końcu drogi pojawia się grupka ludzkich młodych. Rozwrzeszczanych. Jednego już znamy, z pewnej nocy kiedy kopiąc nasz płot skręcił sobie nogę w kostce. Idzie, z kumplami. Jeszcze nieopierzony. Jeszcze nie odrósł od ziemi ale nie powstrzymuje go to przed wyznaniem: I will bang you with the knife. W wolnym tłumaczeniu: Przelecę cie/zajebie cie nożem. Gapimy się. Gapię się ja i gapi się Ian. Jeszcze nieopierzone, takie czternastoletnie może. Ian podchodzi do mnie i mówi: następnym razem jeśli powie coś takiego to mu wpierdolę. Dlaczego nie wpierdoliłeś mu dzisiaj, mój kochany?


Ludzkie dzieci są koszmarne. Hodowane przez koszmarnych dorosłych, którzy nie wychowują. A hodują. Nigdy nie będę mieć dziecka. Bo nie chcę żeby żyło w świecie złym i zepsutym. Im mniej coś jest przesiąknięte zgnilizną i zepsute tym ma gorzej. A moje dziecko było by dobre. Dlatego nigdy nie będę miała dziecka. Nie sprowadzę czegoś co kochałabym najbardziej na świecie w tak parszywe miejsce.


(Wycięłam dwa akapity tej notki, ze względu na zbyt kontrowersyjną zawartość)


 




3/4 notki 2017-03-16

Chciałam napisać tę notkę wcześniej, ale ze względu na niedyspozycję e-blogów, robię to dziś.


Okrutnie zeźliła mnie wypowiedz Korwin Mikke w Parlamencie Europejskim, kiedy stwierdził, że kobiety muszą zarabiać mniej, bo są słabsze, mniejsze i mniej inteligentne.


Bezwstydna wypowiedź, choć pogląd o kobietach, które są trochę słabszą i trochę gorszą płcią pokutuje nadal w wielu środowiskach.


Kiedy byłam jeszcze dzieckiem moja mama wprowadziła mnie w tajniki pieczenia i gotowania. Sobotnie sprzątanie domu należało do moich obowiązków. Mój brat nie musiał tego robić. Pewnie, że miał jakieś obowiązki, ale jakoś tych domowych nigdy nie było po równo.


Wiele razy też słyszałam, że kobiecie nie wypada tego czy tamtego. Kobieta nigdy nie powinna się upić do nieprzytomności itd. Upiłam się parę razy w swoich cielęcych latach, głupie to było, nie powiem. Ale że kobiecie nie uchodzi? Czy to ważne, co kto ma w spodniach? Wygląda to jednakowo głupio i nieodpowiedzialnie.


Nieco ewoluował pogląd głoszący, że miejsce kobiety jest w domu przy dzieciach. Ewoluował, moim zdaniem, w beznadziejnym dla kobiet kierunku. Kobiety powinny, a nawet zmuszone są do pracy zarobkowej, ale ten drugi, domowy etat wcale nie został równo powiedzielony.


Kobieta, poza tym powinna wyglądać. Mężczyzna nie musi. Mężczyzna może sobie wyhodować troszkę brzuszka i zbędnego owłosienia. A kobieta ma pracować, doglądać ogniska domowego i prezentować się. Do tego być damą w salonie i dziwką w sypialni.


Wiem, że rodziny, w których taki model funkcjonuje, istnieją. Znam mężczyzn, którzy takich rozwiązań uparcie się trzymają (bo to bardzo wygodne przecież!). Ale dlaczego nadal istnieją kobiety, które godzą się na nierówne traktowanie, tego nie wiem.


Moja mama jak mi już pokazała jak zagnieść ciasto na makaron jajeczny (którgo nigdy nie robię) do niedzielnego rosołu (ktróry gotuję bardzo często, jako magiczną zupę na wszelkie bolączki), zawsze mi powtarzała, kobieta ma być niezależna. Kobieta ma mieć swoje pieniądze.


Makaron mi jakoś nie wszedł w krew. Ale ta niezależność już tak. Przez bardzo długi czas, żyłam w przekonaniu, że mój stan posiadania powinien zmieścić się w jednym samochodzie. I kiedyś to podejście uratowało mnie z bardzo beznadziejnego i toksycznego związku.


Straciłam zupełnie wątek tej notki. Odkryłam właśnie nieziemski album jazzowy. Polecam bardzo.


 


  




człowiek łasica 2017-03-13

Jestem trochę starej daty, dlatego znam polskie szlagiery typu: bo to co nas podnieca to się nazywa kasa... Pani Maryli Rodowicz.


No właśnie to co nas podnieca. Kasa nie bardzo mnie podnieca, chyba że se wejdę do centrum ogrodniczego i sobie tyle nakupuję, że wózek mi się zarwie. Wtedy tak.


Ale przecież wiem co jest dla mnie pociągające. A co wcale nie jest. Nie polecę już na niegrzecznego chłopca, bo może to i jest ekscytujące u progu dorosłości. Ale kiedy człowiek już trochę dorośnie do swych lat, to wcale nie jest. Nie ma we mnie chęci zostania dobrym samarytaninem od złamanych życiem i wykolejonych chłopców. Miłość nie leczy z bycia alkoholikiem i gnojkiem.


Nigdy nie podejrzewałam, ale teraz mogę powiedzieć, że lubię ludzi poczciwych. A o takich bardzo trudno. Podnieca mnie, polecę teraz frazesem, intelekt. I jak facet potrafi zmienić koło w samochodzie.


I dochodzimy do sedna. Uwielbiam dobrych muzyków. Coraz mniej showmanów, a coraz bardziej świetnych muzyków. I tak dochodzimy do sedna, sedna. Od kiedy zostałam kontrabasem w orkiestrze, słucham ogromu muzyki klasycznej. Oglądam YT namiętnie i natrafiam na różne smaczki. I tak w tych moich poszukiwaniach usiłowałam znaleźć Praeludium and Allegro Kreislea na orkiestrę. I znalazłam. Włączyłam(można sobie zobaczyć na koncu notki). A tam pan skrzypek, piękny. Takie mocne 8.5 na 10. Utwór sam w sobie jest absolutnie fenomenalny, na finał mam zawsze ciarki na plecach (ale to jak gramy z moimi struniaczami). Jakkolwiek pan z YT był piękny. A później zaczął grać. I to jeszcze nie było najgorsze. Ale ta mowa ciała, ta koszmarna mimika wyuczona na filmach porno. Manieryzm do granic i nadymane ego. Zatęskniłam za naszym solistą Robem. Mężczyzną łasicą. Mężczyzną  jak dym z papierosa co przeciśnie się przez szparę pod drzwiami. Za genialnym skrzypkiem, który solo w allegro gra z marszu tak, że włosie se smyczka się sypie.  I dobrze, że sama nie mam wtedy za dużo do grania, bo siedzę z otwartą buzią, ściągam czapki z głów.


Karmiłam dziś butlą osierocone, jednodniowe jagniątko. Małego Wellingtona. Siedzieliśmy sobie razem w słońcu, a Wellington ślinił mi bluzę. Ot uroki pracy w branży. 







krytyka krytyki 2017-03-06

Wczoraj na jakimś programie, późno w nocy, po tym jak już odmóżdzyłam się totalnie. Pan krytyk wypowiadał się na temat jakiegoś filmu. Wypowiadał się chyba z dziesięć minut, bo po nocy, to i czas antenowy taniej wychodzi, a on prawił kwieciście w taki sposób, że nie mogłam ogarnąć o co chodzi.


Tak mnie zmożył tym gadaniem, że po pierwsze poszłam spać, a po drugie, wspinając się po schodach do sypialni, poddałam w wątpliwość zasadność istnienia krytyków jakiejkolwiek maści.


Przecież, wcale nie chodzi o to, żebyśmy wszyscy mieli wyrobiony gust i opinię na każdy temat. A już na pewno, nie o to, żeby ktoś nam mówił co powinno nam się podobać bardziej, a co mniej. Kiedyś miałam dziwne ciągoty w kierunku restauracji z gwiazdkami Michelina. Ale później przytomnie uznałam, że moją ulubioną pastę i kalmary można zjeść u Włocha za rogiem za jedną dziesiątą ceny. I porzuciłam marzenia o wysublimowanym guście kulinarnym.


A w filmie i książce wcale nie muszę oglądać wielkich kreacji i historii jakich nikt przedtem nie wymyślił. Wydaje mi się, że potrafię docenić dobry film, ale dobre filmy to nie mój ulubiony gatunek. W sztuce lubię słoneczną stronę życia. Lubię słodkie obrazy, pastele i szczęśliwe zakończenia.  To co mnie otacza, muzyka, film, obrazy, książki, jedzenie. Ma sprawiać, że będę trochę szczęśliwasza. 







down to zero 2017-03-01

W zasadzie można wyróżnić dwa typy ludzi. Takich, którzy chcieliby wszystko co niepotrzebne ze swojego życia wyrzucić i takich którzy wszystko chcieliby zatrzymać.


Dotyczy to właściwie wszystkiego. Przedmiotów i ludzi. Ja jestem typem wyrzucającym. Nie darzę sentymentem ubrań które nosiłam dziesięć lat temu. Nie przydają mi się nigdy drobne szpargały. Ale nie wyrzuciłabym nigdy książki. Nawet beznadziejnej. Beznadziejne książki też mogą znaleźć amatorów. Albo zbierać kurz na cudzych półkach.  


Wyrzucam też ludzi z mojego życia. Moje stracone zaufanie traci się bezpowrotnie. Nie muszę też otaczać się grupą pomniejszych znajomych i kumpli. Bo nie lubię się rozdrabniać. Za swoimi prawdziwymi przyjaciółmi skoczę w ogień i pomogę im zakopać trupa. Ale reszta to dla mnie obcy ludzie. Z byłymi chłopcami się nie przyjaźnię. Nie odgrzewam kotletów.


Złe rzeczy, niepotrzebne rzeczy, z życia wyrzucam. Ale jest jedna sprawa, która ciągnie się za mną od czterech miesięcy. Zadzwonił dziś do mnie pan inspektor policji Robert Zmieszany. Zapytał, czy chcę złożyć uzupełniające zeznania jako ofiara wypadku. W całym moim dwudziestodziewiecioletnim życiu nie miałam takiej ochoty na zamstę. Na początku liczyłam na sprawiedliwość, teraz chcę zemsty. A ta podobno najlepiej smakuje na zimno.


A można to było załatwić po ludzku. Bez tej całej szarpaniny. Mogłabym wtedy już pogrzebać całą sprawę dawno temu. A tak nie mogę, nie chcę i nie potrafię. Stałam się przez to jeszcze trochę gorszym człowiekiem. Roszczeniowym. Zdenerwowanym. Takim, który gotowy jest komuś rzucić się do gardła.


I trąbię. Cały czas, jeżdżę samochodem i trąbię. Toczę pianę z pyska. Mam całą paletę obraźliwych gestów na podorędziu. Przez jakiś czas woziłam klucz francuski na podorędziu w samochodzie.


W środę idę obciąć włosy. Niemal trzy lata zapuszczania, żeby w końcu obciąć i przekazać moje włosy fundacji charytatywnej, która robi peruki dla malych dziewczynek po chemii. Przynajmniej to mnie cieszy, wizja cudnie krótkich włosów, które nie plączą mi się wszędzie. A w sumie tylko włosy są we mnie naprawdę ładne. Jeszcze tylko tydzień. Ale jednak dożyć najpierw trzeba.


 




notka innym razem 2017-02-28

Przyoadkiem znalazlam ten genialny utwór. Ale niestety nie mam do niego genialnej notki. Warto poswiecic 12 minut, obiecuje.







dno, dna i kilometr mułu 2017-02-24

Sztorm Doris zdmuchnął nam płot. Szkoda, że jakoś goździków przypadkiem z korzeniami nie wyrwał. Nie lubię goździków. Trzeba więc kupić nowe przęsła płotu. A tak miałam się odkuć finansowo w lutym. Miałam za wakacje w ciepłych krajach zapłacić. Figę z makiem.


Jak to pisał wieszcz, pieniądz jest bezwonny ale lubi się ulatniać. Po serii mandatów z Londynu ( w sumie dwa) i serii wizyt u weterynatrza z pogryzionym kotem, jestem spłukana. A miało być tak pięknie.


Jakoś nie jest pięknie. No ale też trudno żeby zawsze było. Może jeszcze kiedyś będzie. Może kiedyś będę robić to co kocham, a nie odwalać pięciodniową pańszczyznę.


Podobno mam bardzo trudny charakter i strasznie jestem cyniczna. Tak słyszałam. No co ja poradzę, że przybyłam na podbój obcej ziemii, na której wszyscy są mili do porzygu, a za plecami to... Ale odzyskałam kasę z ubezpieczenia? Odzyskałam. Dołożyli stówę za straty moralne? Dołożyli. Nie muszę mięć kumpli za biurkami w każej instytucji. I na prawdę nie muszę wiedzieć, że jeden z naszych klientów chce przetestować wpływ muzyki medytacyjnej na produkcję biogazu. Osobiście podejrzewam, że bakterie beztlenowe mają muzykę gongów głęboko w pupie. W gombrowiczowskiej pupie. Boże jaka ja jestem oczytana. Nie lubię pożyczać ludziom książek. Głupio trochę powiedzieć, nie. Ale to jakby wydawać swoich najlepszych kumpli obcym ludziom w jasyr... A jeszcze do tego często nie oddają.


Oglądałam ostatnio film na brzegu kanapy. James McAvoy jest niesamowitym aktorem. Jak dla mnie seksowny jak diabli. Ale ja to raczej takim bardziej koneserem męskiej urody jestem. Jakkolwiek film nazywał się Filth, i był dokładnie tak brudny jak nazwa wskazuje. Chciaż mnie brud nie brzydzi, każdy z nas ma w sobie trochę brudu, w którym jest mniej lub bardziej ugnurany. I w środku też jesteśmy trochę brudni, tylko bardzo nie po równo.


Słucham Dyjaka. Dno, dna zimowej depresji. Zaraz jak tylko utwór się skończy pójdę opróżnić, a następnie załadować, zmywarkę. Całe życie tylko brudne gary, czyste gary. I pańszczyzna pięć dni w tygodniu. Na pocieszenie żonkile mi kwitną i krokusy. I anemon czerwony, przebiśniegi i te tulipany co zawsze muszą być pierwsze i najlepsze, bo bezkonkurencyjne. 







e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]